Nowości

Kłamstwo doskonałe

W najnowszym thrillerze Lisy Scottoline znajdziecie pasjonującą, pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji i charyzmatycznych postaci zagadkę kryminalną, która trzyma w napięciu aż do szokującego finału.


Kłamstwo doskonałeWszyscy przepadają za Chrisem Brennanem – uczniowie, zawodnicy drużyny baseballowej, ich matki, kadra pedagogiczna. Niedawno przeprowadził się do małego miasteczka w Pensylwanii i podjął pracę w miejscowym liceum. Przystojny kawaler sprawia wrażenie chodzącego ideału. Tymczasem wszystko na jego temat jest kłamstwem – nigdy nie był nauczycielem ani trenerem, manipuluje uczniami, by zrealizować swój tajemniczy cel. Wspólnika szuka wśród nastoletnich baseballistów…

Susan Sematov zmaga się z żałobą po śmierci ukochanego męża i trudami wychowania dwóch nastoletnich synów. Młodszy Raz jest ekscentrycznym, żywiołowym nastolatkiem, który osiąga sukcesy sportowe na pozycji głównego miotacza w szkolnej reprezentacji. Gdy ją utraci, jego emocjonalne rozchwianie narazi go na niebezpieczeństwo…

Heather Larkin samotnie wychowuje syna i stara się poświęcić mu każdą wolną chwilę. Nieśmiały Jordan właśnie awansował na wymarzoną pozycję w drużynie, ale wrażliwość i potrzeba męskiego wzorca czynią z niego łatwą ofiarę manipulacji.

Mindy Kostis, żona wziętego chirurga i matka szkolnej gwiazdy baseballu, uwikłana we własne skrywane problemy nie zauważa, że jej rozpieszczony syn wpada w poważne tarapaty. Rozbija się swoim nowiutkim BMW i nie wiadomo, gdzie ani z kim spędza czas.

Trzy rodziny łączy drużyna oraz trener Chris Brennan. Jak daleko jest w stanie się posunąć, aby osiągnąć swój cel? Kto spośród nich przetrwa czyhające zagrożenie?

***

Najnowsza powieść autorki wielu bestsellerów Lisy Scottoline to gwarancja doskonałej rozrywki. Mieszkańcom idyllicznego miasteczka grozi śmiertelne niebezpieczeństwo… Fabuła rozwija się w zawrotnym tempie, a czytelnik z przejęcia wstrzymuje oddech.
“Booklist”

Wartka akcja osiąga kulminację w emocjonującej scenie pościgu, która świetnie prezentowałaby się na dużym ekranie.
“Publishers Weekly”

Gwałtowne zwroty akcji i oszałamiające tempo w prezencie od niezawodnej Lisy Scottoline.
“Library Journal”

Lektura tej książki przypomina diaboliczną przejażdżkę rozpędzonym rollecoasterem.
“Kirkus”

Lisa Scottoline jest autorką dwudziestu jeden powieści zajmujących czołowe miejsca na listach bestsellerów “New York Timesa”, a także laureatką Nagrody im. Edgara Allana Poe. Jej książki ukazały się drukiem w trzydziestu pięciu krajach, a w Stanach Zjednoczonych osiągnęły łączny nakład ponad trzydziestu milionów egzemplarzy. Lisa Scottoline mieszka w okolicach Filadelfii z gromadką rozbrykanych zwierzaków.

Lisa Scottoline
Kłamstwo doskonałe
Przekład: Magdalena Rychlik
Wydawnictwo Prószyński Media
Premiera: 12 czerwca 2018
 

Kłamstwo doskonałe


ROZDZIAŁ 1

Chris Brennan starał się o pracę nauczyciela w szkole średniej w Central Valley. Wszystkie dane w jego aplikacji były zmyślone, łącznie z nazwiskiem. Dotychczas udało mu się zwieść kierownika działu kadr, zastępcę dyrektora oraz szefa wydziału nauk społecznych. Tego ranka czekała go decydująca rozmowa z dyrektorką liceum, doktor Wendy McElroy.
Czekając na nią w gabinecie, wiercił się na krześle, jakby z nerwów, chociaż nie czuł tremy. Pomyślnie przeszedł stanowe i federalne procedury oraz złożył stosowne zaświadczenie o niekaralności. Znał się na swojej robocie. Sprawiał wrażenie nauczyciela idealnego.
Strój na rozmowę kwalifikacyjną dobrał na podstawie obserwacji pracujących tu mężczyzn. Włożył białą koszulę z kołnierzykiem, chinosy w kolorze khaki i półbuty Bass kupione na wyprzedaży. Przy wzroście sto osiemdziesiąt centymetrów ważył dziewięćdziesiąt osiem kilogramów, co – w połączeniu z twarzą o szeroko rozstawionych niebieskich oczach i mocno zarysowanych kościach policzkowych – zapewniało mu wygląd atrakcyjnego mężczyzny o sympatycznym uśmiechu. Włosy w kolorze piaskowego brązu były świeżo ostrzyżone w jednym z lokalnych zakładów fryzjerskich. Wszyscy lubią zadbanych ludzi, zapominają, że wygląd bywa zwodniczy.
Omiótł wzrokiem pomieszczenie. Pod oknem stało skąpane w słonecznym blasku biurko z ciemnego drewna w kształcie litery „L” wypełnione formularzami, teczkami i segregatorami z napisem „Egzaminy – angielski i matematyka poziom I”. Ścianę bliżej biurka zajmował szereg regałów pełnych książek oraz czarnych szaf archiwizacyjnych, ściana przeciwległa natomiast obwieszona była oprawionymi w ramki dyplomami z Penn State i West Chester University, z którymi sąsiadowała tablica szkoleniowa z kalendarzem oraz plakat z hasłem: MNIEJ NARZEKANIA, WIĘCEJ MARZEŃ. Na biurku stały rodzinne fotografie, dozownik z płynem dezynfekującym i kremem do rąk oraz stosik oczekującej na otwarcie korespondencji obok nożyka do rozcinania kopert.
Lśniące ostrze przyciągnęło uwagę Chrisa na dłużej, przywołując wspomnienia. Nie! – zawołał tuż przed śmiercią mężczyzna, którego ugodził nożem w krtań. Krew z przebitej tętnicy szyjnej ochlapała go, gdy wyciągał klingę. Niepotrzebnie cofnął dłoń razem z narzędziem, które tamowało krwotok. Amatorski błąd, dziś by go nie popełnił, ale wtedy brakowało mu doświadczenia.
– Przepraszam, że kazałam panu czekać. – Doktor McElroy weszła do gabinetu, wspierając zgiętą w kolanie lewą nogę na specjalnym chodziku, nogę prawą stabilizował czarny but ortopedyczny. Chris poderwał się z krzesła.
– Dzień dobry, pani dyrektor. Potrzebuje pani pomocy? – Machnęła ręką w geście odmowy. Właśnie kogoś takiego oczekiwał, profesorki w średnim wieku w dwuogniskowych drucianych okularach i srebrnych wiszących kolczykach. Miała niebieskie oczy pod opadającymi powiekami i szczupłą twarz obramowaną schludnie upiętymi, siwymi włosami. Była ubrana w sukienkę w szaro-różowe wzory. Rozumiał upodobanie siwowłosych kobiet do szarych ubrań. Korzystnie w nich wyglądały.
– Proszę mi mówić po imieniu. Wendy. Wiem, że wyglądam niedorzecznie. Miałam operację haluksów i przez jakiś czas muszę przemieszczać się w ten sposób.
– Boli?
– Tylko moja duma. Proszę usiąść – powiedziała i z wysiłkiem zbliżyła się do biurka. W koszu chodzika leżała duża torba na ramię, laptop, jakieś dokumenty i torebka w kwiaty.
Chris usiadł wygodnie i obserwował zmagania dyrektorki, która za wszelką cenę usiłowała udowodnić, że nie potrzebuje pomocy, podczas gdy prawda biła po oczach. Ludzie są tacy zabawni. Odnalazł dane na temat doktor McElroy w mediach społecznościowych oraz na stronie szkoły, gdzie zamieszczono krótki życiorys i kilka fotografii. Uczyła matematyki w Central Valley od dwunastu lat, mieszkała w pobliskim Vandenbergu z mężem Davidem i psem rasy corgi o imieniu Bobo. Zdjęcie profilowe nauczycielki zamieszczone obok notki biograficznej pochodziło sprzed wielu lat, podobizna Bobo była aktualna.
– Teraz już pan wie, czemu się spóźniłam. Przejście z punktu A do punktu B zajmuje mi całą wieczność. W czasie poprzednich etapów rekrutacji byłam na zwolnieniu lekarskim, stąd nasze dzisiejsze spotkanie. Przepraszam za kłopot. – Postawiła wózek obok krzesła i hałaśliwie przełożyła na biurko zawartość koszyka.
– Nic nie szkodzi, żaden problem.
Dyrektorka opuściła wózek i doskoczyła na jednej nodze do krzesła.
– Brawo ja! – oświadczyła, usadowiwszy się.
– Brawo pani – potwierdził życzliwie Chris.
– Proszę o cierpliwość. – Wyjęła z torebki smartfon, położyła go na biurku, następnie sięgnęła po teczkę z dokumentami przyniesionymi w większej torbie. Popatrzyła na niego z nerwowym uśmiechem. – A więc, Chris, witamy ponownie w Central Valley. Słyszałam, że na pozostałych spotkaniach zrobił pan furorę. Ma pan już u nas mały fanklub.
– Cudownie. Odwzajemniam zachwyt. – Posłał jej szeroki uśmiech. Wywarł doskonałe wrażenie, nie powiedziawszy słowa prawdy o sobie. Nie wyjawił nawet prawdziwego imienia i nazwiska, które brzmiało Curt Abbott. Za tydzień, kiedy będzie po wszystkim i zdąży zniknąć, wstrząśnięci i rozgniewani ze zdumieniem odkryją, że ich oszukano. Niektórzy domagać się będą jego krwi, inni chętnie puszczą w niepamięć jego istnienie.
– Chris, porozmawiajmy swobodnie, bez zbędnych formalności, skoro poprzednie rozmowy były udane, a my pilnie potrzebujemy kogoś na to stanowisko. Zastąpi pan Mary Merriman, która zrezygnowała z pracy, aby zająć się schorowanym ojcem, co oczywiście jest w pełni zrozumiałe – westchnęła. – Obecnie przebywa w Maine, ale można się z nią kontaktować telefonicznie lub mejlowo. Z pewnością chętnie panu pomoże w razie jakichkolwiek pytań lub wątpliwości.
Wszystko jedno, pomyślał.
– Cieszę się. Bardzo miło z jej strony – powiedział.
– Och, Mary jest kochana. Nawet w obliczu osobistej tragedii troszczy się o swoich uczniów – rozpromieniła się dyrektorka. – Formalności potrwają parę dni, ale jeśli zajmiemy się tym od razu, może pan zacząć pracę już w czwartek, szesnastego kwietnia, kiedy odejdzie tymczasowy zastępca. Nie za wcześnie?
– Im wcześniej, tym lepiej – odparł szczerze. Miał mnóstwo do zrobienia przed wtorkiem, od którego dzielił go niecały tydzień. Musiał być na miejscu. W tej sytuacji słowo „deadline” zyskało nowe znaczenie.
– Muszę pana ostrzec, że dorównać naszej Mary nie będzie łatwo. Dzieciaki ją ubóstwiały.
– Nie wątpię, ale ufam, że sobie poradzę – odparł, siląc się na dziarski ton.
– Mimo wszystko będzie trudno, zaczyna pan w środku drugiego semestru.
– Podołam i temu. Rozmawiałem z innymi nauczycielami, zapoznałem się z programem i planem lekcji.
– Dobrze więc. – Dyrektorka otworzyła brązową teczkę zawierającą CV i list motywacyjny Chrisa oraz resztę sfałszowanych dokumentów. – Na początek proszę coś o sobie opowiedzieć. Skąd pan pochodzi, Chris?
– Pierwotnie ze Środkowego Zachodu, z Indiany, ale często się przeprowadzaliśmy. Mój ojciec był przedstawicielem handlowym w firmie sprzedającej artykuły hydrauliczne, często przenosiliśmy się z miejsca na miejsce – skłamał gładko. W rzeczywistości nie pamiętał swoich biologicznych rodziców. Wychował się w rodzinach zastępczych w okolicach Dayton, Ohio.
Dyrektorka zerknęła w fałszywy życiorys.
– Uczęszczał pan do Northwest College w Wyoming.
– Tak.
– Dyplom nauczycielski tam właśnie pan uzyskał?
– Owszem.
– Hmm. – McElroy zawiesiła głos. – Większość z nas ukończyła którąś ze szkół w Pensylwanii. West Chester, Widener, Penn State.
– Rozumiem. – Właśnie dlatego wybrał Northwest College na swoją fałszywą Alma Mater. Ryzyko, że wpadnie tu na kogoś, kto studiował w Cody w stanie Wyoming, było bliskie zera.
– Myśli pan, że mógłby się u nas odnaleźć? – zawahała się lekko.
– Oczywiście, potrafię się odnaleźć w każdym miejscu – powściągnął ironię, która cisnęła mu się na usta. Jego fałszywą tożsamość poznali już sąsiedzi, personel i bywalcy pobliskiej kawiarni Dunkin Donuts, restauracji Friendly’s i sklepu Wegmans. Tę sztuczną osobowość, sfabrykowaną równie starannie, jak ich korporacyjne marki z ich neonowymi szyldami, plastikowymi breloczkami i programami lojalnościowymi.
– Gdzie pan mieszka?
– Wynajmuję mieszkanie na nowym osiedlu niedaleko stąd. Valley Oaks, zna je pani?
– Tak, bardzo ładna okolica – odpowiedziała zgodnie z jego przewidywaniami. Zdecydował się na Valley Oaks ze względu na bliskość szkoły oraz dlatego, że nie miał dużego wyboru. Central Valley to małe miasteczko w południowej Pensylwanii, słynące głównie z outletów, niemal każdy amerykański producent posiada tu sklep fabryczny. Outlety wypełniają liczne centra handlowe, butik przy butiku. Skupisko okazji cenowych przecina główna ulica, Central Valley Road, przy której mieści się pralnia chemiczna Central Valley, sklep ślusarski Central Valley i liceum Central Valley. Chris za dobrą monetę uznał wyraźny brak polotu miejscowej ludności widoczny w tych wszystkich nazwach. Żaden tubylec z pewnością go nie zdemaskuje.
Dyrektorka uniosła siwiejącą brew.
– Co pana sprowadza do Central Valley?
– Potrzebowałem zmiany otoczenia. Moi rodzice zginęli w wypadku pięć lat temu. Zderzenie czołowe z pijanym kierowcą – powiedział bez użalania się nad sobą. Już dawno odkrył, że kluczem do wzbudzenia współczucia i sympatii rozmówcy było sprawianie wrażenia osoby, która stara się być dzielna.
– Och, nie! Co za tragedia. – Twarz dyrektorki złagodniała. – Bardzo panu współczuję.
– Dziękuję – zawiesił głos dla wzmocnienia dramatycznego efektu.
– Ma pan rodzeństwo?
– Nie mam nikogo. Nic mnie nigdzie nie trzyma – to jedyna dobra rzecz, jakiej się doszukałem w tej sytuacji. Przyjechałem na wschód ze względu na zarobki. Podobno tutejsi nauczyciele nie wiedzą, co robić z pieniędzmi, to prawda?
Udało mu się rozśmieszyć dyrektor McElroy. Pensja Chrisa miała wynosić pięćdziesiąt pięć tysięcy dwieście osiemdziesiąt dwa dolary rocznie. Naturalnie, że to niesprawiedliwe, żeby nauczyciel zarabiał mniej od oszusta, ale cóż począć, życie nie jest sprawiedliwe. Gdyby takie było, nie siedziałby teraz tutaj, udając kogoś, kto nie istniał.
– Dlaczego wybrał pan ten zawód?
– Uwielbiam młodzież, jakkolwiek patetycznie to brzmi. Na tym etapie życia jeszcze można ich kształtować. I ten wpływ od razu widać. To, jaki dziś jestem, zawdzięczam w dużej mierze swoim nauczycielom. Nigdy im tego nie zapomnę.
– Mam podobne spostrzeżenia. – McElroy uśmiechnęła się przelotnie i powróciła spojrzeniem do fałszywego życiorysu. – Uczył pan wcześniej wiedzy o społeczeństwie?
– Tak. – Chris Brennan ubiegał się o posadę nauczyciela WOS-u. Oprócz tego miał prowadzić zajęcia z ekonomii oraz warsztaty z prawa karnego, co uważał za dość zabawne. Sfabrykował sobie doświadczenie, zapoznał się z podręcznikami i wydrukował z internetu ogólnokrajowy ujednolicony program nauczania. Proszę bardzo, niech sobie zamieniają szkoły publiczne w kolejną franczyzę, dzięki temu ułatwiają mu życie.
– A dlaczego szkoła średnia?
– Dzieciaki w tym wieku są już samodzielne, komunikatywne. Stoją u progu dorosłości, odkrywają, kim są. – Chris zauważył, że jego słowa brzmią prawdziwie i wiarygodnie. Istotnie interesowała go ludzka psychika, kształtowanie tożsamości. Od niedawna dręczyło go pytanie, kim jest, kiedy nikogo nie udaje.
– Dlaczego wybrał pan wiedzę o społeczeństwie? Co pana zainteresowało w tym przedmiocie?
– Polityka, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, jest fascynująca. Dzieciaki chcą rozmawiać o tym, co widzą i słyszą w mediach. Angażują się w ważne problemy. – „Zaangażowanie” było magicznym słowem wśród nauczycieli, podobnie jak „uważność”. Dokształcał się w nauczycielskim żargonie na przeróżnych blogach, grupach na Facebooku i Twitterze, internet był ich pełen, najwyraźniej nauczyciele prowadzili bardzo zaangażowane życie internetowe.
– Wie pan, wychowałam się w Central Valley. Dziesięć lat temu okolica żyła z przemysłu mleczarskiego, a potem wkroczyły dyskonty, wraz z nimi nowe stanowiska pracy. W miasteczku stare miesza się z nowym i to widać. Starbucks wypycha z rynku kawiarnie Agway i John Deere, które działają u nas od dziesięcioleci.
– Rozumiem – odparł z udawanym smutkiem. Tutejsi ludzie byli przyjaźni, otwarci i – przede wszystkim – ufni, a to ułatwi mu zadanie.
– Niestety, istnieje wyraźny podział na biednych i bogatych, widać go już w pierwszych klasach – McElroy zawiesiła głos. – Uczniowie z zamożnych rodzin przystępują do egzaminów na studia. Dzieciaki z biedniejszych zostają w tyle, chyba że dostaną stypendium sportowe.
– To cenna informacja – odparł ze sztucznym zainteresowaniem.
– Jak by pan opisał swój sposób komunikowania się z uczniami?
– Och, zdecydowanie preferuję kontakt jeden na jeden. Nic nie zastąpi rozmowy w cztery oczy. Nie stwarzam sztucznego dystansu, chcę być dostępny dla uczniów także online, mejlowo, przez media społecznościowe i tym podobne. Ale najbardziej wierzę w kontakt osobisty i wzajemny szacunek. Dlatego jestem również trenerem.
– Ojej, zapomniałam. – Dyrektorka ściągnęła brwi, po czym przekartkowała jego aplikację. – Ubiega się pan także o stanowisko asystenta trenera drużyny baseballowej.
– Owszem. – Chris nigdy wcześniej nie trenował żadnej drużyny, ale był wysportowany. Ostatnio wziął udział w walkach w klatkach, żeby odzyskać formę, i teraz pobolewał go prawy obojczyk. – Trenowanie jest dla mnie równie ważne jak nauczanie. Innymi słowy, pozostaję przez cały czas nauczycielem: zarówno na boisku, jak i w klasie. Zmienia się tylko otoczenie.
– Bardzo trafny opis. – McElroy zacisnęła usta. – Jako asystent byłby pan podwładnym trenera Hardwicka. Muszę pana ostrzec, że on często zmienia współpracowników. Ostatnia osoba na tym stanowisku… Cóż, odeszła z pracy i nikt jej nie zastąpił. Trener Hardwick lubi robić wszystko sam, po swojemu. Poza tym bywa niekomunikatywny.
– Już się cieszę na nasze spotkanie. – Chris zebrał informacje na temat owego trenera, który słynął z gruboskórności. – Z pewnością dojdziemy do porozumienia. To człowiek instytucja w środowisku międzyszkolnych rozgrywek, a Muszkieterowie z Central Valley są jedną z najlepszych drużyn w całym stanie.
– To prawda. – Dyrektorka skwapliwie pokiwała głową, wręcz promieniała. – W zeszłym roku kilku zawodników zostało zwerbowanych do pierwszej i drugiej dywizji NCAA.
– Wiem, wiem – zapewnił Chris, który zaczerpnął już wiedzę z internetu. Miał bowiem zamiar nawiązać przyjazną relację z jakimś cichym, zakompleksionym dzieciakiem, najlepiej zaniedbanym przez ojca. Najlepszy byłby półsierota. Chris uświadomił sobie, że podobnymi kryteriami kierowałby się pedofil, ale on nim zdecydowanie nie był. Po prostu musiał nawiązać kontakt z jakimś łatwym do manipulowania nastolatkiem, aby osiągnąć pewien cel. Chłopak miał być tylko środkiem do celu, narzędziem w jego rękach.
– Co chciałby pan robić za pięć lat?
– Och, zostanę tutaj, w Central Valley – skłamał.
– Dlaczego tutaj? Dlaczego u nas? – McElroy patrzyła na niego z przechyloną na bok głową. Wyczuwał, że od tej odpowiedzi wiele zależy.
– Uwielbiam to miejsce. Wzgórza Pensylwanii są przepiękne, a cisza, spokój i przyjazna atmosfera małego miasteczka – urzekające. – Pochylił się, jakby chciał otworzyć serce przed rozmówczynią, a przecież nie był nawet pewien, czy posiada jakieś serce. – Wyznam pani szczerze, że mam nadzieję na założenie tu rodziny. Od razu poczułem się w Central Valley jak w domu, to chyba moje miejsce na ziemi.
– To cudownie! Muszę przyznać, że nie zawiodłam się na panu. – Z uśmiechem zamknęła teczkę. – Gratuluję, Chris! Witamy na pokładzie. Pozwolę sobie powitać pana jako pierwsza w naszej szkole.
– Wspaniale! – Podał jej dłoń nad biurkiem, przywołując na twarz swój najszczerszy uśmiech.
Czas rozpocząć pierwszy etap realizacji planu.