Nowości

Jak w raju

Trzy historie o igraniu z uczuciami…


Jak w rajuRaj na Seszelach
Riva i Damiano przeżyli burzliwy romans zakończony równie burzliwym rozstaniem. Damiano zarzucił Rivie kłamstwo, chociaż sam też często mijał się z prawdą. Po pięciu latach spotykają się ponownie. Damiano proponuje Rivie atrakcyjną pracę na Seszelach. To dla niej szansa na zawodowy sukces, ale też igranie z własnymi uczuciami, bo dawny kochanek nadal nie jest jej obojętny.

Kolory Polinezji
Taryn nie domyśla się, że biznesmen Cade Peredur oferuje jej pracę sekretarki, bo ma w tym ukryty cel. Chce ją bliżej poznać i dowiedzieć się, czy jest winna tragicznej śmierci jego przybranego brata. Cade zabiera Taryn w podróż służbową na polinezyjską wyspę, by tam zrealizować swój plan. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli.

Spotkanie na Karaibach
Rachel jedzie na Karaiby, by odnaleźć matkę, która podobno ma tam romans z młodym mężczyzną – Mathew Brodym. Nie odnajduje jej, ale poznaje Mathew – przystojnego Antylczyka, właściciela hotelu, w którym zamieszkała. Liczy na to, że on naprowadzi ją na ślad matki. Nie zdradza, kim jest i zaczyna się z nim umawiać…

Elizabeth Power, Robyn Donald, Anne Mather
Jak w raju
Przekład: Iwa Pilawska, Natalia Wiśniewska, Janusz Maćczak
Wydawnictwo HarperCollins Polska
Premiera: 4 lipca 2018
 

Jak w raju


Elizabeth Power

Raj na Seszelach

Tłumaczenie: Iwa Pilawska

PROLOG

Santo cielo! Toż to ona!
Damiano D’Amico nawet pozostając w głębokim skupieniu, nie przestawał bacznie obserwować wszystkiego, co się wokół niego dzieje. Odpowiedział rzeczowo kobiecie siedzącej za biurkiem, ale jego lśniące czarne oczy utkwione były w dziewczynie, która przystanęła w korytarzu za szklaną przegrodą.
Miała rude włosy – nie długie, jakie zapamiętał, ale krótsze, modnie uczesane. Z naturalnym grymasem na ustach i drobną twarzą o wyrazistych rysach wyglądała jak psotny elf. A przecież, pomyślał, za tą słodką minką kryły się obłuda i zachłanność…
– Czy coś się stało?
Na jego twarzy zagościł surowy wyraz. Jak mógł pozwolić, by jeden rzut oka na tego rudzielca tak go zdekoncentrował? Miał przecież ważne sprawy na głowie. Uruchamiał nową sieć ośrodków rekreacyjno-sportowych. Jednak gdy umawiał się na ustalenie ostatnich szczegółów w biurze projektowania wnętrz, któremu powierzał wszystkie swoje angielskie inwestycje, nie spodziewał się, że nawiedzi go duch z przeszłości.
– Tamta dziewczyna…
Nie dostrzegła go! A on zdążył jeszcze zauważyć miękkie kosmyki włosów opadające na jej białą szyję, zanim weszła do gabinetu naprzeciwko i zniknęła mu z oczu.
– Panna Singleman? – Rozmówczyni Damiana, pięć­­­dziesięciokilkuletnia bizneswoman o upiętych czarnych włosach i krwistoczerwonych ustach, podążyła za jego wzrokiem. Wiedziała, kto odciągnął jego uwagę. – Riva?
Riva… A więc nie wyszła za mąż!
– Si. – Choć próbował zachować pozory obojętności, widać było po nim, że chce usłyszeć więcej.
Kobieta uśmiechnęła się.
– To jeden z naszych najnowszych nabytków. Aktualnie specjalizuje się w aranżacji mieszkań i domów. Jest młoda, pełna zapału, czasami trochę niekonwencjonalna w swym podejściu, ale bardzo, bardzo utalentowana.
A do tego jest niegodną zaufania, podstępną kłamczuchą!
Przez chwilę korciło go, by trzasnąć drzwiami i zwrócić się do jakiejś innej firmy, by nie powierzać swych pieniędzy przedsiębiorstwu, które zatrudniło kogoś tak nieuczciwego jak Riva Singleman. Zwyciężyła w nim jednak ciekawość, jakim cudem taka osoba znalazła pracę w cenionym biurze – ciekawość, którą podsyciło wspomnienie smaku jej kłamliwych ust…
Nie był tchórzem. Dlaczego więc nie miałby załatwić swoich spraw, a jednocześnie wykorzystać podsuniętej mu przez los okazji, by zaspokoić ciekawość?
Słuchał zapewnień władczyni Redwood Interiors, że prace przebiegają zgodnie z harmonogramem, wszystkie jego wymagania zostają spełnione, a każdy z członków zespołu zagwarantuje mu nie mniej niż dwieście procent satysfakcji.
Bez wątpienia! – pomyślał i obdarzył ją olśniewającym uśmiechem, którym oczarowywał kobiety od trzydziestu dwóch lat. W głowie zrodził mu się przebiegły, błyskotliwy plan.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Riva zatrzymała samochód przed kamiennym budynkiem znajdującym się na skraju tętniącej niegdyś życiem wiejskiej posiadłości. W oddali dostrzegła stary, opuszczony dwór o zabitych deskami oknach. Na zardzewiałej bramie wisiała tabliczka z napisem „Na sprzedaż’’.
Jednak gdy wyszła z samochodu na wysypany żwirem dziedziniec, jej uwagę przykuł dom stojący bezpośrednio przed nią. Budynek dawnej wozowni wyglądał na jak najbardziej zamieszkany. Stało przed nim kilka innych samochodów, wśród nich lśniące czarne porsche.
Pogodny nastrój Rivy umocniły ćwierkające ptaki i promienie późnowiosennego słońca przebijające się przez liście drzew. Zamknęła swój mały samochód i ruszyła przez dziedziniec. To pierwsze zlecenie, przy którym będzie miała wolną rękę! Powierzono jej aranżację wyjątkowego pokoju w tym wspaniałym starym domu. Co za szansa!
Dłonie drżały jej z podekscytowania, gdy naciskała mosiężny przycisk dzwonka. Jej portfolio najwyraźniej wywarło na kimś tak wielkie wrażenie, że postanowił wynająć akurat ją. A jeśli stanie na wysokości zadania, może być to początek wielkiej kariery. Skoro doceniono ją na tyle, by powierzyć taki projekt, być może pewnego dnia marzenia o posiadaniu własnego studia aranżacji wnętrz staną się rzeczywistością, a zmartwienia, jak związać koniec z końcem, odejdą w zapomnienie.
– Madame Duval?
Szykowna blondynka w grafitowym kostiumie, która otworzyła drzwi, zmierzyła wzrokiem o wiele mniej elegancki strój Rivy, uśmiechając się zagadkowo.
– Nie. Madame nie ma w domu, ale czekamy na panią. Panna Singleman, prawda?
Riva skinęła głową i podążyła za zapachem egzotycznych perfum kobiety po schodach, do głównej części domu. Dopóki blondynka nie otworzyła drzwi, Riva uważała, że wygląda elegancko w czarno-szarej tunice, którą zestawiła z krótką czarną spódnicą, ciemnymi legginsami i butami na płaskim obcasie. Teraz zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna była włożyć elegantszych butów lub żakietu.
– Proszę chwilkę zaczekać…
Rozejrzała się i odkryła, że jest sama w dużym, słonecznym salonie z widokiem na dziedziniec. Ktoś, kto urządzał ten znajdujący się w sercu domu pokój, miał dobry gust i wyczucie stylu. Był pełen eleganckich mebli, a ściany zdobiły fotografie, na których widniały tropikalne wyspy z lotu ptaka, kolorowe ryby i najpiękniejsza okolona palmami plaża, jaką można sobie wyobrazić.
– Czy mnie oczy nie mylą? Przecież to Riva Singleman!
Głęboki, aksamitny głos z silnym akcentem poruszył każdy nerw jej ciała. Był niebezpiecznie znajomy.
Obróciła się tak szybko, że uderzyła trzymaną w dłoni torebką o nogę stolika. O mało nie zrzuciła przy tym stojącego na nim delikatnego wazonu, wyglądającego na bardzo cenny.
– Mam nadzieję, że to nie jest zapowiedź przyszłych wypadków.
Stojący w drzwiach wysoki, śniady mężczyzna w ciem­­­nym garniturze, o zbyt ostrych rysach, by można go było nazwać konwencjonalnie przystojnym, wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała: nieskazitelnie ubrany, z ciemnymi włosami gładko zaczesanymi do tyłu. Jego twarz była znajomym labiryntem ostrych kątów: od wysokiego czoła i wydatnych kości policzkowych aż po arogancki nos i usta, które wykrzywił z dezaprobatą na widok jej niezdarności.
– Damiano!
Nawet jeśli był zaskoczony jej widokiem, nic po sobie nie pokazał. Każdy centymetr jego smukłego, zdyscyplinowanego ciała emanował dumą i pewnością siebie.
Wszedł do pokoju, studiując ją przenikliwymi ciemnymi oczami, które niegdyś zdołały ją przekonać, by mu zaufała. A to bardzo wiele ją kosztowało…
– Myślałam, że… – Nerwowo obracała w palcach szaro-czarne koraliki, które zwisały z jej szyi. Co on tutaj robi? Z tego, co ostatnio czytała, wynikało, że jego angielską przystanią było obecnie mieszkanie na najmodniejszym londyńskim przedmieściu, a nie to wiejskie ustronie.
– Co myślałaś? – Zerknął przez ramię, podążając za jej wzrokiem. – To moja sekretarka – odpowiedział na jej milczące pytanie. – Jej zadaniem było umówienie twojej wizyty.
I prawdopodobnie nie tylko to, pomyślała Riva, wspominając sznur znanych, olśniewających kobiet, które pojawiały się obok jego nazwiska w rubrykach plotkarskich. Szczególnie zapadł jej w pamięć wywiad z pewnego brukowca, w którym Magenta Boweringham – królowa śmietanki towarzyskiej i dziedziczka imperium spożywczego, a zarazem ostatnia z kochanek porzuconych przez jurnego Włocha – oznajmiła, że choć w innych dziedzinach życia wielokrotnie udowadniał cierpliwość i konsekwencję, to gdy przychodziło do płci pięknej, Damiano D’Amico wyjątkowo szybko się nudził.
Pokręciła głową, starając się zrozumieć coś z tej sytuacji. Wpadające przez wysokie okno promienie porannego słońca tańczyły w jej zmierzwionych rudych włosach.
– A Madame Duval…?
– To moja babcia – poinformował. – Najwyraźniej nie powiedziano ci, że wyjechała.
– Nie, nie powiedziano! – Oblała się gorącym rumieńcem i gwałtownie opuściła dłoń, gdy wzrok Damiana padł na koraliki, którymi bawiła się nerwowo. Czyżby jego babka była Francuzką? Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek jej o tym mówił.
– Wiedziałeś o tym? – zapytała. – Wiedziałeś, że Redwood przyśle akurat mnie? – Jej nazwisko musiało przecież przynajmniej wzbudzić w nim ciekawość!
Wzruszył jedynie szerokimi ramionami.
– Zastanawia mnie – zaczął, nie odpowiadając na jej pytanie – jak to się stało, że dziewczyna, która zaledwie parę lat temu była handlarką na straganie, znalazła się na takim stanowisku.
– Dzięki własnej pracy, Damiano! – Purpura na policzkach Rivy rywalizowała z kolorem jej włosów. – Ta dziewczyna ciężko pracowała! Ale dla ciebie pracować nie będzie! Powiem pani Redwood, że to była jedna wielka pomyłka. A teraz, jeżeli pozwolisz, już sobie pójdę.
Rozgoryczenie ścierało się w niej z innymi, bardziej złożonymi emocjami. Zdecydowanym krokiem ruszyła korytarzem w stronę schodów. Powstrzymał ją dopiero głęboki, egzotyczny głos dobiegający zza jej pleców.
– Na twoim miejscu nie robiłbym tego, Rivo.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
Obróciła się. Damiano zdawał się przytłaczać wąski korytarz prowadzący do salonu, a ona mimo swych dwudziestu czterech lat poczuła się równie zmieszana jak wtedy, gdy była nieporadną dziewiętnastolatką zachwyconą jego głosem, zniewalającą urodą, inteligencją i nieodpartym kontynentalnym urokiem.
– Przysłano cię tu w konkretnym celu, a ja oczekuję, że spełnisz swoje zadanie. W przeciwnym razie bez wahania poinformuję twoją twardo stąpającą po ziemi pracodawczynię, że rezygnuję z usług jej firmy.
Ciszę, która zapadła między nimi, zburzył warkot silnika odjeżdżającego samochodu.
Jego sekretarka odjechała. Zostali sami!
Krew pulsowała jej w uszach jak grzmiący bęben.
Przecież to oczywiste. Damiano był dla Redwood cenniejszy niż ona. Jeśli odmówi współpracy z nim, a on doniesie o tym jej szefowej, zostanie zwolniona za utratę tak znakomitego klienta.
– Sprawisz, że mnie zwolnią?
Znów wzruszył ramionami.
– Sama do tego doprowadzisz. Albo nie. Wybór należy do ciebie.
A jeśli dokona niewłaściwego wyboru, nie posłucha go, Damiano ją zniszczy. Tak samo, jak zniszczył jej ukochaną matkę. Bo gdyby nie jego okrucieństwo, Chelsea Singleman z pewnością wciąż by żyła…
– Wracaj do salonu – polecił, całkowicie pewien władzy, którą dzierży.
Wspominając, jak ciężko pracowała, by zdobyć to stanowisko, i jak wiele miała do stracenia, gdyby się teraz wycofała, Riva przepchnęła się obok niego. Ponieważ Damiano nie przesunął się, by ją przepuścić, otarła się ramieniem o rękaw jego marynarki.
– Jeśli zrobisz to jeszcze raz, uznam, że zachęcasz mnie do czegoś więcej niż skorzystanie z twoich usług przy aranżacji pokoju. A oboje pamiętamy, jak skończyło się to ostatnim razem, prawda?
Wykorzystał ją – bezwzględnie, z zimną krwią – używając zabójczej mieszanki nonszalanckiego uroku i magnetyzmu. Była zbyt naiwna i niedoświadczona, by zorientować się, że prowadzi z nią wyrachowaną grę. Zdała sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy jej duma i godność były już w strzępach!
– Nie zachęcam cię do skorzystania z moich usług. Ty mnie do tego zmuszasz.
– Tak samo pewnie wmówiłaś sobie, że to ja zmusiłem cię… ile to już minęło?… Cztery i pół… prawie pięć lat?
Ku jej zaskoczeniu obrazy, które przywołały te słowa, wciąż przyspieszały jej tętno. Wspomnienie dotyku ciepłych, wprawnych dłoni sprawiło, że zarumieniła się ze wstydu.
Dlatego że nie opierała się wtedy jego wprawnym rękom, z radością przyjmowała ich pieszczoty, biorąc delikatność za czułość, a zimne, wyrachowane uwodzenie – za coś o wiele poważniejszego.
– Nie. Po prostu byłam wtedy głupia – wymamrotała gorzko. W kącikach ust mężczyzny majaczył pozbawiony humoru uśmiech.
– Trudno mieć mi za złe, że chciałem poznać prawdę.
Bo Riva okłamała go – i to poważnie! Ale tylko dlatego, że było jej wstyd, tak potwornie wstyd. Rozzłościł się na nią, podejrzewała jednak, że jeszcze bardziej wściekły był na siebie. Być może odkrycie, że wykorzystał dziewicę, chcąc zniszczyć Chelsea Singleman, przyprawiło go o wyrzuty sumienia. Jeżeli, oczywiście, posiadał sumienie!
W jej zielonych oczach lśnił cały wachlarz emocji. Wydusiła oskarżycielskim tonem:
– Zniszczyłeś życie mojej mamie.
Usta Damiana wykrzywił ponury grymas.
– Bo nie dopuściłem do jej małżeństwa z moim wujem? Byłbym winien zaniedbania, gdybym tego nie zrobił. Zresztą jestem pewien, że prędko o tym zapomniała. Kobiety takie jak Chelsea i, co przykro mi stwierdzić, takie jak ty, cara, nie rozpaczają długo nad jedną utraconą możliwością. Jeśli twoja mama jeszcze tego nie zrobiła, z pewnością szybko znajdzie jakiegoś innego bogatego frajera, który padnie ofiarą jej chytrych sztuczek.
Serce Rivy przeszył ból tak ostry jak smagnięcie biczem. Musiała się bardzo postarać, by nie rzucić się na niego i nie zetrzeć mu z twarzy pogardliwej miny.
– Moja mama nie żyje!
Ta wiadomość zszokowała Damiana.
– Przykro mi – wykrztusił.
Mogłaby przysiąc, że naprawdę zrobiło mu się smutno, gdyby nie wiedziała, że nie jest zdolny do współczucia. Jak śmiał w ogóle tak mówić, skoro to przez niego mama pogrążyła się w rozpaczy, która doprowadziła ją do śmierci, i to w tak młodym wieku?
– Jak to się stało? – zapytał.
– A co cię to obchodzi?
Na jego twarzy malowało się zniecierpliwienie.
– Powiedz mi.
Nie chciała, bo zbyt wiele bólu sprawiało jej opowiadanie o mamie, tryskającej życiem młodej kobiecie, która kazała Rivie mówić do siebie po imieniu. Zwłaszcza nie uśmiechało jej się opowiadanie o niej mężczyżnie, którego miała nadzieję już nigdy nie zobaczyć.
Jego spojrzenie jednak dawało jej do zrozumienia, że nie zniesie sprzeciwu. Wreszcie uległa i powiedziała:
– Jeśli naprawdę musisz wiedzieć, przez pomyłkę przedawkowała leki, które brała na depresję. – Nie dodała, że mama popiła je alkoholem. Lekarze stwierdzili, że była to zabójcza mieszanka.
– Kiedy to się stało?
– Ponad rok temu.
– Naprawdę bardzo mi przykro.
Zaśmiała się gorzko.
– Daj spokój. To przez ciebie wpadła w depresję po zerwanych zaręczynach z mężczyzną, którego kochała!
– Uważasz, że to ja jestem za to odpowiedzialny?
– Nie ma co się oszukiwać.
– Otóż to. Dobrze wiesz, dlaczego Marcello zerwał zaręczyny. Przyjrzeliśmy się twojej matce i okazało się, że pozostawia wiele do życzenia. Tak samo zresztą jak i ty.
– Tylko ty tak uważałeś!
– Marcello był zbyt oczarowany ładną buzią i błękitnymi oczami, by dostrzec, co kryje się pod promiennym uśmiechem i chytrze obmyśloną maską. Ale choć twoja matka uraczyła wuja nieco podkoloryzowaną wersją prawdy, to nie on usłyszał najbardziej rażące kłamstwa!
Riva wzdrygnęła się na wspomnienie pajęczyny kłamstw, którą utkała wokół siebie, swojego pochodzenia i przeszłości. Naiwnie myślała, że Damiano nigdy nie pozna prawdy.
– A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, zajmijmy się pracą – zarządził, przepuszczając ją w drzwiach.
Riva podporządkowała się, zadowolona, że porzucił przykry temat.
Obserwował jej ruchy, gdy schodziła po schodach do pokoju, który chciał urządzić. Nie mógł nie zauważyć jej dumnie zadartej głowy i prostych jak struna pleców.
Miała charakter, to trzeba jej było przyznać.
Ze swymi ognistymi włosami, mlecznobiałą cerą i biustem, który trudno byłoby nazwać obfitym, nie przypominała wysokich, długonogich blondynek, z którymi zwykle się spotykał. A mimo to było w niej coś… coś, co pociągało go i drażniło jednocześnie. Musiał przyznać przed sobą, że wciąż pragnął tej istotki, tak jak pragnął jej od chwili, gdy po raz pierwszy ujrzał ją w willi wuja.
Gdy Marcello oznajmił mu, że zamierza wziąć ślub, Damiano ucieszył się. Wuj, brat jego nieżyjącego ojca, od dziesięciu lat był wdowcem. Przyjął więc zaproszenie Marcella i wybrał się do willi, w której miał poznać jego wybrankę. Nie spodziewał się jednak kobiety o połowę młodszej od wuja, w dodatku z dorosłą córką!
Na początku sądził, że są siostrami. Mówiły sobie po imieniu, ubierały się w takie same długie kwieciste spódnice i obie miały długie, proste włosy, tyle że jedna z nich była ognistym rudzielcem, a druga – platynową blondynką.
Od początku wydawały mu się podejrzane. Kim były? Skąd się wzięły te kobiety z kadzidełkami, sznurami koralików i ręcznie robionymi sandałami, które zresztą młodsza chętnie zrzucała ze stóp? Poza tym która kobieta, nie mając jeszcze czterdziestu lat, chciałaby się związać z co prawda przystojnym, ale już niemłodym wdowcem? Chyba że pociągały ją nie tyle jego ciepło i serdeczność, co pozycja głowy jednego z najstarszych włoskich rodów, a także duże pieniądze i ogromne wpływy, które ten status za sobą pociągał.